PustaMiska - akcja charytatywna

sobota, 8 września 2012

Kreta 2012 - part IV - plaża & inne

Wiem, obiecałam pięć części serii kreteńskiej, a dzisiejsza wygląda na podsumowanie wyjazdu. Już tłumaczę: najlepsze zostawiam na koniec!
Nie męcząc dłużej palców, przechodzę do tematu posta. Tym razem nie będzie wiele tekstu, jedynie podpisy pod zdjęciami.

Kwiaty à la dzwonki

Drzewka oliwne

Oliwki z bliska (kto lubi, "łapka w górę":))

Świeża pomarańcza. Najlepszy owoc, jaki w życiu jadłam!

Kwiat. Nie mam pojęcia, jaki to gatunek, ale wygląda wyjątkowo. 

Kawałek plaży i faleczka.



Część Wyspy św. Teodora

Graliśmy w minigolfa!

Nie ma to jak wieczorna herbatka!

Papuga w tawernie niedaleko hotelu. Fotogeniczna, nieprawdaż?

piątek, 7 września 2012

"Tunele" - co sądzę o powieści wychwalonej i zmieszanej z błotem przez recenzentów

Wyjaśniając tytuł posta, powieść "Tunele" jest owocem pracy dwóch autorów, Rodericka Gordona i Briana Williamsa, która najpierw została okrzyknięta nie gorszą od sławnego "Harry'ego", następnie przeczytana przez miliony w nadziei na znalezienie nowej ulubonej książki, aby w końcu podzielić odbiorców na dwie grupy. W skrócie: jedni wynoszą ją pod niebiosa, drudzy uważają, iż panowie pisarze zepsuli wszystko. No, jeszcze są ci, którzy odnoszą się do "Tuneli" neutralnie. Z którymi się utożsamiam? O tym za parę zdań.
Główny bohater książki to czternastoletni Will Burrows, większość czasu wolnego spędzający na dość nietypowej pasji wśród młodzieży, a mianowicie drążeniu tuneli razem z ojcem archeologiem. Już po pierwszej stonie przekonujemy się, iż hobby przynosi chłopcu dużo radości oraz dumy z odkryć. Jednak pewnego dnia ojciec Willa znika bez śladu, natomiast jego syn, razem ze swym najlepszym przyjacielem Chesterem wyrusza na poszukiwania. Nie znajduje rodzica, ale tajemniczy świat, z którym jego życie jest bardziej związane, niżby tego pragnął. 

Pomysł autorzy mieli dobry. Czytaliście kiedyś książkę o podziemnych cywilizacjach i tunelach? Ja sobie nie przypominam, aczkolwiek nie pamiętam wszystkich powieści, które połknęłam jako prawdziwy mól książkowy. Nieustannym dyskusjom podlega sposób, w jaki panowie Gordon i Williams stworzyli historię młodego Burrowsa.
Według mnie akcja w "Tunelach" przypomina tę z "Zakazanej Magii"* (choć nie ukrywam, "Tunele" wywarły na mnie większe wrażenie) - niby jest, niby bohaterowie w każdej chwili mogą zginąć, jednakowoż... Czytając tę książkę się tego nie odczuwa. A tego typu powieści wręcz nie znoszę. Są dzieła, które nie zostały zbytnio zaopatrzone w morderstwa i pościgi - a jednak! Jednak je lubię. Niemniej, w przeciwieństwie do książek obyczajowych tudzież legendarnego połączenia romansu z horrorem, jaki zaserwowała światu Stephenie Meyer, od "Tuneli" oczekiwałam większego napięcia. Myślałam, że podczas lektury będę "obecna ciałem, ale nie duchem", że dreszcz będzie przebiegał mi po plecach, a nic takiego się nie wydarzyło.
Drugim, gigantycznym minusem powieści są słabo zarysowane postaci. Jeszcze do Willa można się jako tako przywiązać (mimo to nie pochwalam jego postawy w niektórych momentach - zostawić przyjaciela na śmierć i życie na pastwę Styksów?! No nie, tak się nie robi!), ale cała reszta wydaje się być zbędna: siostra mająca cały dom na głowie, matka będąca niewiarygodnym obibokiem, kilkuletni brat głównego bohatera, który często podejmuje decyzje lepiej niż on.

W przypadku "Tuneli" nie jestem w stanie stwierdzić, czy moim zdaniem książka jest godna polecenia. Najlepiej zagłębcie się w podziemia i sami oceńcie.
Ja dam drugą szansę autorom i przeczytam następną część. Jeżeli mnie nie zadowoli... Cóż, zrezygnuję z powieści pióra Gordona oraz Williamsa.


*Na moim blogu nie znajdziecie recenzji tej książki.

poniedziałek, 3 września 2012

"Dana moja, dana, szkółko ukochana, chętnie cię witamy, bo szczerze kochamy" - poetę nieco poniosło...

No i nadszedł. Wrzesień. Niezaprzeczalnie najmniej ulubiony miesiąc dzieci i młodzieży. Teraz trzeba pomyśleć o nauce oraz pracach domowych. I wygospodarować czas dla siebie, co wbrew pozorom nie jest takie proste. Ech, ciężkie jest życie ucznia...
Moja wyprawka szkolna

Byle do wakacji!
Na happy end:

piątek, 31 sierpnia 2012

"Ale ty urosłaś!" - kilka centymetrów więcej i chaos w zimowych ubraniach

Ostatnio coś sporo urosłam - jak pamiętacie, czy też nie pamiętacie, musiałam kupić kilka rzeczy na lato.
Moja mama, tknięta przeczuciem, kazała mi przymierzyć zimowe ubrania (chodzi mi jedynie o tzw. "górę", bo spodnie i spódnice pasują - jedną parę dżinsów już Wam pokazywałam, a pozostałe dorwałam w zeszłym roku). I okazało się, że bluzka, w której jeszcze trzy lata temu wyglądałam, jakbym ją dostała po starszej siostrze, w którą przed wakacjami mieściłam się bez problemu, sięga mi do pasa, a rękawy "są trzy czwarte".
A większość moich bluzek była zakupiona trzy lata temu.
Cóż było robić - wybrałyśmy się na zakupy. Nie skusiłyśmy się na wiele ciuchów, ponieważ, rzecz jasna, sezon chłodny jeszcze się nie rozpoczął, a zostało mi kilka ubrań.
C&A
Trochę przyduża, ale właśnie o taką mi chodziło
Również C&A

Do boju, Smerfy, do boju! :D
Nowy koralik do mojej pandorkowo-podróbkowej bransoletki

Przy okazji odebrałyśmy w Empiku mój nowy plecak

wtorek, 28 sierpnia 2012

Kreta 2012 - part III - Chania

Chania to drugie co do wielkości miasto na Krecie (zaraz po Heraklionie), które kiedyś było stolicą wyspy. Reklamuje się jako jedna z najstarszych miejscowości na świecie. Najpiękniejszym miejscem w Chanii jest zabytkowy port wenecki z piękną latarnią morską, otoczony kolorowymi kamieniczkami. Niestety, nie posiadam większych zasobów wiedzy jeżeli chodzi o to miasto, ponieważ hotel był umiejscowiony w pobliżu i pojechaliśmy tam bez przewodnika.



Podczas drugiego kilkugodzinnego pobytu w Chanii mój tata odkrył w sobie smykałkę turystyczną. Kręciliśmy się właśnie po greckich handlowych uliczkach i w pewnym momencie minęliśmy zaniedbaną rotundę. Mimo że nie wyglądała zachęcająco, tata zaczął się wspinać na szczyt, więc, cóż było robić, ja i mama poszłyśmy za nim.
Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Z rotundy roztaczał się niesamowity widok na całe miasto.
Jedno z wielu zdjęć, które zrobiłam z rotundy
 Gdy byliśmy w Chanii po raz pierwszy (a właściwie po raz drugi, bo pierwszy raz to wracaliśmy z lotniska), dokładnie obejrzeliśmy port, latarnię i kamieniczki, toteż dnia "rotundowego":) nie chciałyśmy już z mamą tam wchodzić, jednak tata przekonał nas do swojego pomysłu i znowu nam się poszczęściło - odbywały się regaty (wyścigi żaglówek), a właściwie jachty akurat wypływały na pełne morze.

środa, 22 sierpnia 2012

Militarne trampki

Czy kiedykolwiek pisałam tutaj, że kocham trampki? Nie? Naprawdę? Wielka szkoda.
Zauważyłam, że większość z Was na swoich blogach wspomina, iż musicie zaopatrzyć się w tzw. "wyprawki szkolne", czyli podręczniki, ćwiczeniówki, zeszyty, przybory, oraz inne dziadostwa, od których obecnie roi się w supermarketach wszelkiej maści.
Ja coroczne zakupy szkolne zaczynam od książek, a kończę na butach. Niestety, nie stać mnie (na razie;)), by chadzać do szkoły w conversach, a mojej jedynej pary tych kultowych trampek szkoda mi marnować na "budę", więc w CCC nabyłam bardzo ładne i dość dobrze, jak na ów sklep wykonane buty. Są one w stylu militarnym, który będzie królował jesienią i który wg mnie prezentuje się fenomenalnie.


sobota, 18 sierpnia 2012

Kreta 2012 - part II - Knossos, Heraklion i Cretaquarium

1. Knossos - ruiny pozostałe po pałacu króla Minosa, który jeszcze sto lat temu był jedynie bohaterem mitów. Wszytko zmieniło się na przełomie XIX i XX wieku, kiedy angielski archeolog Arthur Evans wykupił cały teren i przystąpił do pracy. Obecnie w tym miejscu możemy podziwiać mury, liczące sobie około 3500 lat.
Knossos nie powinny odwiedzać osoby, które nie interesują się historią, a w szczególności starożytnością, ponieważ tylko wydadzą pieniążki i wynudzą się niemiłosiernie. Ja uwielbiam historię, starożytność i mitologię (grecką i rzymską, choć egipska też jest całkiem ciekawa), więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby rodzice pojechali beze mnie, nie zobaczyliby tego pałacu.




2. Heraklion - największe miasto Krety i jednocześnie jej stolica. Niestety, spędziłam w tym miejscu jedynie około godziny, więc nie miałam zbyt wiele czasu na zwiedzanie i robienie zdjęć, zwłaszcza, że rozglądałam się za Ray-Banami (choć nie mogę narzekać, bo te poszukiwania zakończyły się sukcesem - okulary dorwałam w sklepie optycznym w Heraklionie:)). Pozostawiam tylko jedno zdjęcie, z portu.


3. Cretaqarium - czyli Akwarium Kreteńskie, miejsce, gdzie można w pół godziny zobaczyć wszystkie stworzenia żyjące w Morzu Śródziemnym.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

środa, 8 sierpnia 2012

niedziela, 5 sierpnia 2012

Kreta 2012 - part I - Samaria

1. post z serii o moim wakacyjnym wyjeździe. Jak widnieje w tytule, byłam na Krecie*. Części cyklu będzie około pięciu - cztery bardziej o zwiedzaniu, a jedna ogólna.
Zacznę może od jednej z wycieczek (która na pewno na zawsze zostanie w mojej pamięci, aczkolwiek która nie była tą najlepszą).
Samaria to osiemnastokilometrowy wąwóz (najdłuższy w Europie), jednak dla turystów udostępnione jest jedynie szesnaście kilometrów. Bierze początek w Górach Białych, a kończy się przy Morzu Libijskim.
Widoki są naprawdę przepiękne - zielone lasy porastające skalne (!) zbocza, górski potok przepływający przez większą część doliny.
Już starożytni pisali, że "kto nie widział Samarii, nie widział Krety". Zgadzam się z tym w stu procentach i jeżeli ktoś z Was będzie miał okazję przebywać na owej greckiej wyspie, to radzę wybrać się na wycieczkę do Samarii.
W całym wąwozie można spotkać dziko występujące kreteńskie kozy kri-kri.
Dodatkową atrakcją wycieczki jest (krótki, ale zawsze:)) rejs statkiem - przy wyjściu z Samarii nie ma żadnej drogi, którą można by dojechać do hotelu, więc trzeba wsiąść na jakiś pływający środek transportu i w ten sposób dostać się do jakiejkolwiek trasy samochodowej.
Nie polecam Samarii dla małych dzieci (do ok. 8 lat), starszych osób i wszystkich, którzy mają problemy z chodzeniem. Dla innych? Jak najbardziej tak!
Koza kri-kri. Ta akurat nie była na wolności, lecz w małej restauracji, w której autokar zatrzymał się, kiedy jechaliśmy do Samarii.

Kamienie, które zostały poukładane w "bałwanki" przez turystów - by jeszcze tu wrócić...

Nie ma to jak makro:)


Pozostałości po wiosce Samaria, w której jeszcze czterdzieści lat temu mieszkali ludzie. Kiedy Kreteńczycy postanowili założyć w tym miejscu park narodowy, oni musieli się wynieść...

Żelazne Wrota, czyli najwęższy przesmyk w Samarii - między jedną górą a drugą są zaledwie trzy metry!

Moje buty po wyjściu z Samarii. Zanim wmaszerowałam do wąwozu, były czarne:) 

Koniec Samarii. Zdjęcie wykonane ze statku.

Zdjęcie wykonane ze statku.

*Niektórzy na pewno pomyślą: "A, byłaś za granicą, to piszesz o wyjeździe, bo chcesz szpanować". Uprzedzam - nie piszę tego po to, aby pochwalić się, że byłam w Grecji. Potraktujcie ten cykl postów jako mini przewodnik lub książeczkę podróżniczą:)

piątek, 3 sierpnia 2012

Czas na denim! - krótka notka na szybko

Ze swoich starych dżinsów wyrosłam, więc, chcąc nie chcąc, musiałam wyruszyć na polowanie. Oto moja zdobycz:
Za długie nogawki:)


Prosto ze sklepu Big Star!

Wnioskując z ankiety i komentarzy, przeczytacie posty o moim wyjeździe. Postaram się je dodać już niedługo!

środa, 1 sierpnia 2012

Euforia z piórkami

Na pewno wielu z Was czasem nocuje u babci. Ale wydaje mi się, że moja babcia jest szczególna. Bo ile starszych pań do każdych nowych spodni musi mieć nową parę butów i odwrotnie? Ile, gdy wnuczka zaprowadzi je do Glittera, wpadnie w zakupowy szał i skorzysta ze sporych przecen? No właśnie. Opis charakteru mojej babci wydaje się być deskrypcją nieco szalonej nastolatki. Ona sama mówi o sobie "cyrkowiec".
Nawiązując do powyższego wstępu - cały zeszły weekend (28. i 29. lipca) spędziłam z dziadkami. Przez sobotnie popołudnie i niedzielny poranek nie działo się nic specjalnego (jednak nie mogę napisać, że się nudziłam - moja babcia potrafi rozśmieszać, a i dziadek jej w tejże dziedzinie nie ustępuje), a po niedzielnym obiedzie poszłyśmy do centrum handlowego. Na miejscu zaprowadziłam babcię do Glittera i... stało się. Babcia ujrzała promocje. Skusiła się na apaszkę i elegancki medalion, a mnie kupiła złoty łańcuszek z piórkami.



Oryginalny, nieprawdaż? :D


Dawno nie dodawałam ulubionych piosenek: