niedziela, 5 sierpnia 2012

Kreta 2012 - part I - Samaria

1. post z serii o moim wakacyjnym wyjeździe. Jak widnieje w tytule, byłam na Krecie*. Części cyklu będzie około pięciu - cztery bardziej o zwiedzaniu, a jedna ogólna.
Zacznę może od jednej z wycieczek (która na pewno na zawsze zostanie w mojej pamięci, aczkolwiek która nie była tą najlepszą).
Samaria to osiemnastokilometrowy wąwóz (najdłuższy w Europie), jednak dla turystów udostępnione jest jedynie szesnaście kilometrów. Bierze początek w Górach Białych, a kończy się przy Morzu Libijskim.
Widoki są naprawdę przepiękne - zielone lasy porastające skalne (!) zbocza, górski potok przepływający przez większą część doliny.
Już starożytni pisali, że "kto nie widział Samarii, nie widział Krety". Zgadzam się z tym w stu procentach i jeżeli ktoś z Was będzie miał okazję przebywać na owej greckiej wyspie, to radzę wybrać się na wycieczkę do Samarii.
W całym wąwozie można spotkać dziko występujące kreteńskie kozy kri-kri.
Dodatkową atrakcją wycieczki jest (krótki, ale zawsze:)) rejs statkiem - przy wyjściu z Samarii nie ma żadnej drogi, którą można by dojechać do hotelu, więc trzeba wsiąść na jakiś pływający środek transportu i w ten sposób dostać się do jakiejkolwiek trasy samochodowej.
Nie polecam Samarii dla małych dzieci (do ok. 8 lat), starszych osób i wszystkich, którzy mają problemy z chodzeniem. Dla innych? Jak najbardziej tak!
Koza kri-kri. Ta akurat nie była na wolności, lecz w małej restauracji, w której autokar zatrzymał się, kiedy jechaliśmy do Samarii.

Kamienie, które zostały poukładane w "bałwanki" przez turystów - by jeszcze tu wrócić...

Nie ma to jak makro:)


Pozostałości po wiosce Samaria, w której jeszcze czterdzieści lat temu mieszkali ludzie. Kiedy Kreteńczycy postanowili założyć w tym miejscu park narodowy, oni musieli się wynieść...

Żelazne Wrota, czyli najwęższy przesmyk w Samarii - między jedną górą a drugą są zaledwie trzy metry!

Moje buty po wyjściu z Samarii. Zanim wmaszerowałam do wąwozu, były czarne:) 

Koniec Samarii. Zdjęcie wykonane ze statku.

Zdjęcie wykonane ze statku.

*Niektórzy na pewno pomyślą: "A, byłaś za granicą, to piszesz o wyjeździe, bo chcesz szpanować". Uprzedzam - nie piszę tego po to, aby pochwalić się, że byłam w Grecji. Potraktujcie ten cykl postów jako mini przewodnik lub książeczkę podróżniczą:)

2 komentarze:

Nie radzę umieszczać w komentarzu adresu bloga, czy też różnorakich wariacji "zapraszam do mnie", ponieważ tylko marnujecie czas, ja i tak do Was zajrzę. Dziękuję za każdy miły komentarz.

Please do not add your blog's address. I'll visit you. Thank you for every nice comment:)