piątek, 31 sierpnia 2012

"Ale ty urosłaś!" - kilka centymetrów więcej i chaos w zimowych ubraniach

Ostatnio coś sporo urosłam - jak pamiętacie, czy też nie pamiętacie, musiałam kupić kilka rzeczy na lato.
Moja mama, tknięta przeczuciem, kazała mi przymierzyć zimowe ubrania (chodzi mi jedynie o tzw. "górę", bo spodnie i spódnice pasują - jedną parę dżinsów już Wam pokazywałam, a pozostałe dorwałam w zeszłym roku). I okazało się, że bluzka, w której jeszcze trzy lata temu wyglądałam, jakbym ją dostała po starszej siostrze, w którą przed wakacjami mieściłam się bez problemu, sięga mi do pasa, a rękawy "są trzy czwarte".
A większość moich bluzek była zakupiona trzy lata temu.
Cóż było robić - wybrałyśmy się na zakupy. Nie skusiłyśmy się na wiele ciuchów, ponieważ, rzecz jasna, sezon chłodny jeszcze się nie rozpoczął, a zostało mi kilka ubrań.
C&A
Trochę przyduża, ale właśnie o taką mi chodziło
Również C&A

Do boju, Smerfy, do boju! :D
Nowy koralik do mojej pandorkowo-podróbkowej bransoletki

Przy okazji odebrałyśmy w Empiku mój nowy plecak

wtorek, 28 sierpnia 2012

Kreta 2012 - part III - Chania

Chania to drugie co do wielkości miasto na Krecie (zaraz po Heraklionie), które kiedyś było stolicą wyspy. Reklamuje się jako jedna z najstarszych miejscowości na świecie. Najpiękniejszym miejscem w Chanii jest zabytkowy port wenecki z piękną latarnią morską, otoczony kolorowymi kamieniczkami. Niestety, nie posiadam większych zasobów wiedzy jeżeli chodzi o to miasto, ponieważ hotel był umiejscowiony w pobliżu i pojechaliśmy tam bez przewodnika.



Podczas drugiego kilkugodzinnego pobytu w Chanii mój tata odkrył w sobie smykałkę turystyczną. Kręciliśmy się właśnie po greckich handlowych uliczkach i w pewnym momencie minęliśmy zaniedbaną rotundę. Mimo że nie wyglądała zachęcająco, tata zaczął się wspinać na szczyt, więc, cóż było robić, ja i mama poszłyśmy za nim.
Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Z rotundy roztaczał się niesamowity widok na całe miasto.
Jedno z wielu zdjęć, które zrobiłam z rotundy
 Gdy byliśmy w Chanii po raz pierwszy (a właściwie po raz drugi, bo pierwszy raz to wracaliśmy z lotniska), dokładnie obejrzeliśmy port, latarnię i kamieniczki, toteż dnia "rotundowego":) nie chciałyśmy już z mamą tam wchodzić, jednak tata przekonał nas do swojego pomysłu i znowu nam się poszczęściło - odbywały się regaty (wyścigi żaglówek), a właściwie jachty akurat wypływały na pełne morze.

środa, 22 sierpnia 2012

Militarne trampki

Czy kiedykolwiek pisałam tutaj, że kocham trampki? Nie? Naprawdę? Wielka szkoda.
Zauważyłam, że większość z Was na swoich blogach wspomina, iż musicie zaopatrzyć się w tzw. "wyprawki szkolne", czyli podręczniki, ćwiczeniówki, zeszyty, przybory, oraz inne dziadostwa, od których obecnie roi się w supermarketach wszelkiej maści.
Ja coroczne zakupy szkolne zaczynam od książek, a kończę na butach. Niestety, nie stać mnie (na razie;)), by chadzać do szkoły w conversach, a mojej jedynej pary tych kultowych trampek szkoda mi marnować na "budę", więc w CCC nabyłam bardzo ładne i dość dobrze, jak na ów sklep wykonane buty. Są one w stylu militarnym, który będzie królował jesienią i który wg mnie prezentuje się fenomenalnie.


sobota, 18 sierpnia 2012

Kreta 2012 - part II - Knossos, Heraklion i Cretaquarium

1. Knossos - ruiny pozostałe po pałacu króla Minosa, który jeszcze sto lat temu był jedynie bohaterem mitów. Wszytko zmieniło się na przełomie XIX i XX wieku, kiedy angielski archeolog Arthur Evans wykupił cały teren i przystąpił do pracy. Obecnie w tym miejscu możemy podziwiać mury, liczące sobie około 3500 lat.
Knossos nie powinny odwiedzać osoby, które nie interesują się historią, a w szczególności starożytnością, ponieważ tylko wydadzą pieniążki i wynudzą się niemiłosiernie. Ja uwielbiam historię, starożytność i mitologię (grecką i rzymską, choć egipska też jest całkiem ciekawa), więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby rodzice pojechali beze mnie, nie zobaczyliby tego pałacu.




2. Heraklion - największe miasto Krety i jednocześnie jej stolica. Niestety, spędziłam w tym miejscu jedynie około godziny, więc nie miałam zbyt wiele czasu na zwiedzanie i robienie zdjęć, zwłaszcza, że rozglądałam się za Ray-Banami (choć nie mogę narzekać, bo te poszukiwania zakończyły się sukcesem - okulary dorwałam w sklepie optycznym w Heraklionie:)). Pozostawiam tylko jedno zdjęcie, z portu.


3. Cretaqarium - czyli Akwarium Kreteńskie, miejsce, gdzie można w pół godziny zobaczyć wszystkie stworzenia żyjące w Morzu Śródziemnym.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

niedziela, 5 sierpnia 2012

Kreta 2012 - part I - Samaria

1. post z serii o moim wakacyjnym wyjeździe. Jak widnieje w tytule, byłam na Krecie*. Części cyklu będzie około pięciu - cztery bardziej o zwiedzaniu, a jedna ogólna.
Zacznę może od jednej z wycieczek (która na pewno na zawsze zostanie w mojej pamięci, aczkolwiek która nie była tą najlepszą).
Samaria to osiemnastokilometrowy wąwóz (najdłuższy w Europie), jednak dla turystów udostępnione jest jedynie szesnaście kilometrów. Bierze początek w Górach Białych, a kończy się przy Morzu Libijskim.
Widoki są naprawdę przepiękne - zielone lasy porastające skalne (!) zbocza, górski potok przepływający przez większą część doliny.
Już starożytni pisali, że "kto nie widział Samarii, nie widział Krety". Zgadzam się z tym w stu procentach i jeżeli ktoś z Was będzie miał okazję przebywać na owej greckiej wyspie, to radzę wybrać się na wycieczkę do Samarii.
W całym wąwozie można spotkać dziko występujące kreteńskie kozy kri-kri.
Dodatkową atrakcją wycieczki jest (krótki, ale zawsze:)) rejs statkiem - przy wyjściu z Samarii nie ma żadnej drogi, którą można by dojechać do hotelu, więc trzeba wsiąść na jakiś pływający środek transportu i w ten sposób dostać się do jakiejkolwiek trasy samochodowej.
Nie polecam Samarii dla małych dzieci (do ok. 8 lat), starszych osób i wszystkich, którzy mają problemy z chodzeniem. Dla innych? Jak najbardziej tak!
Koza kri-kri. Ta akurat nie była na wolności, lecz w małej restauracji, w której autokar zatrzymał się, kiedy jechaliśmy do Samarii.

Kamienie, które zostały poukładane w "bałwanki" przez turystów - by jeszcze tu wrócić...

Nie ma to jak makro:)


Pozostałości po wiosce Samaria, w której jeszcze czterdzieści lat temu mieszkali ludzie. Kiedy Kreteńczycy postanowili założyć w tym miejscu park narodowy, oni musieli się wynieść...

Żelazne Wrota, czyli najwęższy przesmyk w Samarii - między jedną górą a drugą są zaledwie trzy metry!

Moje buty po wyjściu z Samarii. Zanim wmaszerowałam do wąwozu, były czarne:) 

Koniec Samarii. Zdjęcie wykonane ze statku.

Zdjęcie wykonane ze statku.

*Niektórzy na pewno pomyślą: "A, byłaś za granicą, to piszesz o wyjeździe, bo chcesz szpanować". Uprzedzam - nie piszę tego po to, aby pochwalić się, że byłam w Grecji. Potraktujcie ten cykl postów jako mini przewodnik lub książeczkę podróżniczą:)

piątek, 3 sierpnia 2012

Czas na denim! - krótka notka na szybko

Ze swoich starych dżinsów wyrosłam, więc, chcąc nie chcąc, musiałam wyruszyć na polowanie. Oto moja zdobycz:
Za długie nogawki:)


Prosto ze sklepu Big Star!

Wnioskując z ankiety i komentarzy, przeczytacie posty o moim wyjeździe. Postaram się je dodać już niedługo!

środa, 1 sierpnia 2012

Euforia z piórkami

Na pewno wielu z Was czasem nocuje u babci. Ale wydaje mi się, że moja babcia jest szczególna. Bo ile starszych pań do każdych nowych spodni musi mieć nową parę butów i odwrotnie? Ile, gdy wnuczka zaprowadzi je do Glittera, wpadnie w zakupowy szał i skorzysta ze sporych przecen? No właśnie. Opis charakteru mojej babci wydaje się być deskrypcją nieco szalonej nastolatki. Ona sama mówi o sobie "cyrkowiec".
Nawiązując do powyższego wstępu - cały zeszły weekend (28. i 29. lipca) spędziłam z dziadkami. Przez sobotnie popołudnie i niedzielny poranek nie działo się nic specjalnego (jednak nie mogę napisać, że się nudziłam - moja babcia potrafi rozśmieszać, a i dziadek jej w tejże dziedzinie nie ustępuje), a po niedzielnym obiedzie poszłyśmy do centrum handlowego. Na miejscu zaprowadziłam babcię do Glittera i... stało się. Babcia ujrzała promocje. Skusiła się na apaszkę i elegancki medalion, a mnie kupiła złoty łańcuszek z piórkami.



Oryginalny, nieprawdaż? :D


Dawno nie dodawałam ulubionych piosenek: