czwartek, 24 maja 2012

"Bunt anioła" - prolog

Było mi szalenie gorąco, ale biegłam dalej. Plecak ciążył, ale biegłam dalej. Nogi się pode mną uginały, ale biegłam dalej.
Wreszcie ujrzałam swój cel na horyzoncie. Z wywieszonym językiem i kropelkami potu na czole wpadłam do domu.
- Mamo, już jestem! - zawołałam i usiadłam na swym ulubionym fotelu.
- I jak poszło? - zapytała.
- Przyjęli mnie. Fortepian.
- Jesteś gotowa na jutro?
- Tak, robiłam kilka ćwiczeń z gramatyki i powtarzałam słówka.
- Dobrze. Pamiętaj, masz zdać ten egzamin. Aha, jeszcze jedno. Zapisałam cię na lekcje baletu.
- Mamo, ale... czy starczy mi na to czasu?
- Oczywiście. Zajęcia odbywają się w soboty.
- A kiedy będę spotykać się z Kimmie?
- Nie będziesz. Kimmie nie pomoże ci w życiu.
- Ale, mamo, to moja najlepsza przyjaciółka!
- Dosyć! Odrób lekcje. Potem dam ci jeszcze kilka zadań do zrobienia i zapytam cię.
Powłócząc nogami, przeszłam do swojego pokoju. Znowu to samo. Rodzice zapisali mnie na masę dodatkowych zajęć i uważali, że odpoczynek wcale nie jest mi potrzebny.
Poczułam się nieco dziwnie. Jakby coś we mnie pękło. Jednak to był dopiero początek.

....................................................................................................................................................................

Z braku pomysłów na temat notki, stwierdziłam, że nie zaszkodzi, jeśli dodam mojemu blogowi literackiego aromatu i wymyśliłam opowiadanie pt. "Bunt anioła". Powyżej zamieściłam krótki prolog, czyli tak jakby rozdział 0.
Mam nadzieję, że "Bunt anioła" przypadnie Wam do gustu.

Zabronione jest kopiowanie mojego opowiadania lub fragmentów. Jeżeli zauważycie podobieństwo między moim opowiadaniem i pracą kogoś innego, to zapewniam, że to zwykły zbieg okoliczności. Korzystałam wyłącznie ze swojej wyobraźni.

sobota, 19 maja 2012

piątek, 18 maja 2012

Domowa kolekcja "pazurkowych" produktów

Z dedykacją dla Domi i dla Kredki:)

Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam domową (czyli moją i mojej mamy) "kolekcję" produktów do paznokci. Nie jest tego dużo, ale mam nadzieję, że będzie Wam przyjemnie czytać o lakierach i zmywaczu:)
Produkty "poukładałam" wg kolejności zakupu ( a przynajmniej tak mi się wydaje) - od najstarszego do najnowszego.

1. Max Factor Nailfinity 866 Extra Glitter
Mój najmniej ulubiony lakier, z racji tego, że cały efekt to tylko połyskujące drobinki. Ja wolę kolorowe lakiery. Często używany przez moją mamę.

2. Max Factor Nailfinity 733 Rose Petal
Różowy kolor z nutą fiotelu, zawiera błyszczące drobinki wielkości drobinek mąki. Dość stonowany.

3. Bourjois 1 Seconde 379070
Ładny, ciemnoczerwony odcień. Szybkoschnący, jedna warstwa wygląda ładnie.

4. L'Oreal Manicure repair - odżywka
Do paznokci rozdwajających się. Daje ładny połysk. Mnie pomaga.

5. Bell Pastel Palette 2


Podobno z kolekcji limitowanej. Delikatny, liliowy odcień. Polecam dwie warstwy.

6. Bell Pastel Palette 3

Z tej samej linii. Bladoniebieski kolor. Polecam dwie warstwy.

7. Laura Conti Nail Care - zmywacz do paznokci

Z dodatkiem olejku rycynowego i arganowego. Nie ma bardzo silnego zapachu, ale niestety jest z acetonem;( Mimo, że na buteleczce jest napisane "Nie zawiera acetonu...", to kilka linijek później widzimy "Składniki: Ethyl Acetate, Butyl Acetate..."

8. Rimmel London Lycra Pro 322 Sweet 'n' Spicy

Mój faworyt. Zakupiony dopiero dzisiaj, ale jego kolor od razu mnie oczarował. Na paznokciach wygląda po prostu prześlicznie.

UWAGA! Żadne z powyższych zdjęć nie jest moje, dlatego jeśli ktoś zobaczy tu swoje zdjęcie, to z góry przepraszam. Niestety mój aparat odmawia współpracy, tzn. nie chce się włączyć:(



 

wtorek, 15 maja 2012

Nuta na dziś

Nuta na dziś, czyli obecne numery 1 na mojej playliście.


"Zatrute ciasteczko" - recenzja kryminalnego fenomenu



"Zatrute ciasteczko" to pierwsza część trzytomowej serii kryminałów pióra Alana Bradleya. Opowiada ona o inteligentej jedenastoletniej dziewczynce, Flawii de Luce, która pewnego dnia odrywa się od swej pasji, chemii, próbując rozwikłać kryminalną zagadkę.
Akcja powieści rozgrywa się w 1950 roku, w spokojnej angielskiej wiosce Bishop's Lacey. Główna bohaterka czas spędza w chemicznym laboratorium odziedziczonym po ekscentrycznym wujku, przygotowując trucizny. W walce z nudą nie może liczyć ani na ojca, będącego zapalonym filatelistą, ani na dwie starsze siostry, z których jedna tylko przegląda się w lusterku, a druga połyka masę książek w zawrotnym tempie (codziennie przy śniadaniu w jej dłoni Flawia dostrzega nowe dzieło literackie).
Jednak pewnego ranka dziewczynka odkrywa trupa na grządce z ogórkami i (ku utrapieniu miejscowej policji) decyduje się zająć się sprawą osobiście. Tym bardziej, że głównym podejrzanym zostaje pan de Luce.
Powieść ta napisana jest bardzo dobrze, nadaje się zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych - przygody Flawii de Luce oczarują czytelników w każdym wieku. Do wątku głównego autor dodał szczyptę historii, cytatów ze słynnych książek oraz chemii. I choć tych, którzy jeszcze do czynienia z tą dziedziną nauki nie mieli, nazwy takie, jak chlorek dimetylobenzyloamonowy, mogą przerażać, to według mnie oryginalny pomysł Alana Bradleya zasługuje na uwagę. Chodzi mi o niespotykaną miłość do nauki, czyli cechę Flawii, czyniącą dziewczynkę nieprzeciętną.
Kiedy akcja książki nabiera tempa, wprost nie można się od niej oderwać, zanim zagadka nie zostanie rozwiązana. Flawia zaskakuje skłonnością do szybkiego kojarzenia faktów i detali, na które policjanci nie zwracają najmniejszej uwagi.
Język jest barwny, pełen określeń, szczegółów i opisów, a mimo to zrozumiały.
Zaleta tej książki to także jej oprawa graficzna. Idealnie oddaje ona klimat powieści - nieco mroczny oraz lekko w starym stylu. Okładka jest jedną z najlepszych, jakie w życiu widziałam. Wyróżnia się też czcionka - ciemnobrązowa i z pięknymi, zawijasowatymi znakami zapytania.



Moim zdaniem "Zatrute ciasteczko" jest naprawdę godne polecenia i przeczytania. Zachęcam Was do zapoznania się z Flawią de Luce, a sama biegnę kupić "Badyl na katowski wór", czyli drugą częśc serii.

środa, 9 maja 2012

Naturalne sposoby na zwalczenie pryszczy

Dziś notka dotycząca urody, czyli jak pokonać pryszcze bez kremów, toników i innych chemicznych zajzajerów, które zalegają na sklepowych półkach. Od razu zaznaczam, że przedstawiam tylko sposoby, które wykorzystuję lub staram się wykorzystywać na co dzień, ponieważ np. przepisów na antytrądzikowe maseczki jest jeszcze więcej niż kosmetyków do tego przeznaczonych.

1. Codziennie myj twarz wodą i mydłem przynajmniej dwa razy - to podstawa. Bez tego... cóż, pryszczy będzie jeszcze więcej.

2. Staraj się codziennie przebywać na świeżym powietrzu (nawet piętnastominutowy spacer po parku pomaga).

3. Przed pierwszym posiłkiem w ciągu dnia (czyli na cczo) wypij szklankę wody (może być w niej kilka kropli soku z cytryny). Oczyści to organizm.

4. Jedz jak najwięcej owoców i warzyw. I nie chodzi o to, by nie jeść nic poza nimi, ale by pojawiły się w większości posiłków.

5. Jedz jak najmniej słodyczy (o fast foodach nie wspominając;)). Jeśli naprawdę nie możesz się bez nich obyć, wykorzystaj mój patent - jedz słodycze co drugi dzień.

6. Poszukaj w sklepie zielarskim mieszanki ziół do cery trądzikowej. W domu naparz je i przykładaj płatki kosmetyczne nasączone "miskturą" do miejsca z pryszczami, przytrzymaj, aż zrobią się zimne, itd., dopóki napar się nie skończy. W przypadku braku czasu możesz po prostu przemyć "miksturą" twarz.
Moja mieszanka zawiera: ziele uczepu, ziele krwawnika, rzepiku, owsa, pokrzywy, rdestu ptasiego, korzeń łopianu, mniszka, kłącze perzu (w różnych proporcjach).



piątek, 4 maja 2012

Mała kłótnia ze słownikiem, czyli dlaczego tak, a nie inaczej

Na razie mój blog nie jest (jeszcze;P) bardzo popularny, ale jak odwiedzi mnie jakiś znawca jęz. angielskiego, to będzie się wykłócał o nazwę bloga. Z tego względu postanowiłam napisać sprostowanie.
Gdyby w nazwie bloga chodziło mi o to światełko w tunelu, które widzi się podczas umierania, to wg mojego słownika powinno być "the light at the end of the tunnel". Ale mi nie chodzi o to światełko, tylko o taką iskierkę, która przeprowadza nas przez ciemny tunel życia. Iskierkę nadziei, jaśniejącą w ciemnościach, tworzonych przez wszystkie życiowe tragedie i niepowodzenia. Dlatego jest "the light in the tunnel".

Luxielle a Nika121

Nie jestem początkującą blogerką - być może niektórzy z Was znają mnie jako Nikę121. Prowadziłam już http://thesims3-nika121.blogspot.com/ i http://nika121live-for-tomorrow.blogspot.com/ , ale przestałam interesować się grą The Sims 3 i teraz gram tylko okazyjnie.
Część osób na pewno zastanawia się teraz, czemu założyłam kolejne konto, zamiast obstawać przy starym. Po prostu nick mi się już nie podoba. Ale mam także drugi powód - chciałam zacząć tę przygodę z blogowaniem od nowa.
Więc Luxielle i Nika121 to dokładnie ta sama osoba.

wtorek, 1 maja 2012

Hi!

Zaczynam pisać bloga 'The Light In The Tunnel'. Będzie on o... Właściwie o wszystkim i o niczym. Ale nie o moim życiu, to znaczy, np.
"Dzisiaj w szkole było nudno. Jak wróciłam, zjadłam obiad...".
Nie. Takiej popularnej paplaniny nie będzie. Będzie o rzeczach, które lubię, kocham, nienawidzę. Będą recenzje, ciekawostki, nowości i porady.

A więc:
Witam Was na moim blogu i zapraszam do czytania!