wtorek, 15 maja 2012

"Zatrute ciasteczko" - recenzja kryminalnego fenomenu



"Zatrute ciasteczko" to pierwsza część trzytomowej serii kryminałów pióra Alana Bradleya. Opowiada ona o inteligentej jedenastoletniej dziewczynce, Flawii de Luce, która pewnego dnia odrywa się od swej pasji, chemii, próbując rozwikłać kryminalną zagadkę.
Akcja powieści rozgrywa się w 1950 roku, w spokojnej angielskiej wiosce Bishop's Lacey. Główna bohaterka czas spędza w chemicznym laboratorium odziedziczonym po ekscentrycznym wujku, przygotowując trucizny. W walce z nudą nie może liczyć ani na ojca, będącego zapalonym filatelistą, ani na dwie starsze siostry, z których jedna tylko przegląda się w lusterku, a druga połyka masę książek w zawrotnym tempie (codziennie przy śniadaniu w jej dłoni Flawia dostrzega nowe dzieło literackie).
Jednak pewnego ranka dziewczynka odkrywa trupa na grządce z ogórkami i (ku utrapieniu miejscowej policji) decyduje się zająć się sprawą osobiście. Tym bardziej, że głównym podejrzanym zostaje pan de Luce.
Powieść ta napisana jest bardzo dobrze, nadaje się zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych - przygody Flawii de Luce oczarują czytelników w każdym wieku. Do wątku głównego autor dodał szczyptę historii, cytatów ze słynnych książek oraz chemii. I choć tych, którzy jeszcze do czynienia z tą dziedziną nauki nie mieli, nazwy takie, jak chlorek dimetylobenzyloamonowy, mogą przerażać, to według mnie oryginalny pomysł Alana Bradleya zasługuje na uwagę. Chodzi mi o niespotykaną miłość do nauki, czyli cechę Flawii, czyniącą dziewczynkę nieprzeciętną.
Kiedy akcja książki nabiera tempa, wprost nie można się od niej oderwać, zanim zagadka nie zostanie rozwiązana. Flawia zaskakuje skłonnością do szybkiego kojarzenia faktów i detali, na które policjanci nie zwracają najmniejszej uwagi.
Język jest barwny, pełen określeń, szczegółów i opisów, a mimo to zrozumiały.
Zaleta tej książki to także jej oprawa graficzna. Idealnie oddaje ona klimat powieści - nieco mroczny oraz lekko w starym stylu. Okładka jest jedną z najlepszych, jakie w życiu widziałam. Wyróżnia się też czcionka - ciemnobrązowa i z pięknymi, zawijasowatymi znakami zapytania.



Moim zdaniem "Zatrute ciasteczko" jest naprawdę godne polecenia i przeczytania. Zachęcam Was do zapoznania się z Flawią de Luce, a sama biegnę kupić "Badyl na katowski wór", czyli drugą częśc serii.

1 komentarz:

Nie radzę umieszczać w komentarzu adresu bloga, czy też różnorakich wariacji "zapraszam do mnie", ponieważ tylko marnujecie czas, ja i tak do Was zajrzę. Dziękuję za każdy miły komentarz.

Please do not add your blog's address. I'll visit you. Thank you for every nice comment:)