PustaMiska - akcja charytatywna

czwartek, 11 października 2012

"Pamiętnik narkomanki" - przestroga w kanonie lektur


Niewiele jest osób, którym udało się wyjść z nałogu w miarę poskładanym - z nadszarpniętą psychiką i trwałym uszczerbkiem na zdrowiu fizycznym, ale wyjść. Pani Barbara Rosiek osiągnęła sukces w walce z uzależnieniem. W tej książce opisała piętnaście lat swojego życia, w oparciu o dzienniki, które prowadziła w czasie bycia narkomanką. Wszystkie wydarzenia w powieści są (a przynajmniej powinny być) autentyczne.

Od samego początku książka wciąga - bo pierwszy dzień wiosny (poniekąd magiczna data), bo wzorowej córce i uczennicy coś strzela do głowy i wybiera się na wagary. Zostaje to doprawione dreszczykiem w postaci ampułek i strzykawek, leżących na stole w mieszkaniu znajomych nieznajomych, do których Basia spontanicznie się udaje.  A dopiero zaczyna się prawdziwa akcja - dziewczyna coraz częściej chodzi do "chaty", by zażyć narkotyk (nie omieszkam wspomnieć, że dożylnie), oszukuje sama siebie, twierdząc, że nie jest uzależniona i w każdej chwili może przestać, podczas gdy sięga po morfinę, kodę i spółkę w rosnących dawkach. Następnie, po śmierci kilkorga "zaprzyjaźnionych" narkomanów, usiłuje poddać się leczeniu.

I tu całe napięcie się kończy. Dla gatunku wybitnych moli książkowych, który to niewątpliwie reprezentuję, przebrnięcie przez pierwsze sto stron będzie niemalże męczarnią, ponieważ autorka używa języka potocznego, co więcej języka narkomanów. A to naprawdę nie sprawia, że powieść się lepiej czyta. Kiedy wreszcie panią Rosiek ogarnia natchnienie i "Pamiętnik..." staje się pozycją, którą można uznać za literaturę, jakikolwiek dreszczyk emocji robi pyk! i znika niczym bańka mydlana.
Barbara Rosiek, dojrzała dziś kobieta, napisała "Pamiętnik narkomanki" ku przestrodze, jednak co do skuteczności... No, kłóciłabym się. Podejrzewam, iż gdybym kiedykolwiek miała ochotę, by spróbować heroiny, kokainy czy innego świństwa, i tak bym to uczyniła, nawet po przeczytaniu czegoś takiego.
Wybaczcie, ale tej książce nie poświęcę więcej uwagi. Dodam tylko, że jeżeli ktoś posiada dobrze rozwiniętą wyobraźnię, podczas lektury może doznawać przykrego uczucia nazywanego przez uczniów na wycieczkach: "Proszę pani, niedobrze mi..." oraz odczuwać ból przedramienia, szczególnie w okolicach żył.

Jeśli nie macie tej książki w kanonie lektur, powinniście się cieszyć. Ja do niej więcej nie wrócę, oddam do bibilioteki najprawdopodobniej z uczuciem ulgi i będę się cieszyć, że wreszcie skończyliśmy to omawiać.

sobota, 6 października 2012

Ciuchowych przygotowań do zimy ciąg dalszy

Tym razem obejrzycie sobie zimową kurtkę, w której, o dziwo, nie wyglądam jak baleron. A wydawało mi się, że to jeden z nieodłącznych minusów zimy...
Zdobyta w sklepie "no name"


poniedziałek, 1 października 2012

Sneakersy

Która kobieta tudzież dziewczyna nie lubi butów?
PS Niniejszym mianuję Adama Mickiewicza moim ulubionym wieszczem!

sobota, 29 września 2012

Kreta - part V (wielki finał;)) - Santorini

Santorini, Santorini! A cóż to takiego? Na pewno, jeżeli nie przypominacie sobie takiej nazwy, kojarzycie typową grecką pocztówkę: skaliste zbocze pokryte białymi domkami. Ta przepiękna wyspa, jakby żywcem wyjęta z baśni, nazywa się Santorini.
Moim zdaniem o jej uroku najlepiej świadczy fakt, że ponad 80% greckich kartek pocztowych przedstawia właśnie Santorini.
Mam świadomość, że większość osób i tak nie czyta mej jakże poetyckiej pisaniny, toteż przechodzę do zdjęć.
 Widoki były przecudne, a klimat niesamowity i jestem pewna, że Santorini mogę zaliczyć do najpiękniejszych miejsc, jakie miałam okazję zobaczyć.

wtorek, 25 września 2012

niedziela, 23 września 2012

"Wspomnienie lata..."

Jesień. Najpierw piękne, kolorowe liście, nadające ulicom malowniczy wygląd, a potem wietrzne, zimne dni.
Drugi dzień tej zmiennej pory roku to znakomita okazja do wspominania minionego lata.



piątek, 21 września 2012

Alfabet Luxielle, czyli co uwielbiam:)


A jak Aparat fotograficzny - Swojego Nikona mam bodajże przez trzy miesiące, a zrobiłam już więcej zdjęć niż poprzednią cyfrówką przez całe jej życie.

B jak Blogowanie - Jak wiecie, to moja wielka pasja, która niestety pochłania większość wolnego czasu, aczkolwiek jest bardzo przyjemna.

C jak Cuda - Niczym śp. Wisława Szymborska ukryta pod postacią podmiotu lirycznego w wierszu "Jarmark cudów", staram się dostrzegać cuda wszędzie i czerpać radość z każdej wykonywanej czynności.
D jak Deszcz - Jestem dość nietypową osobą: nie lubię przebywać na świeżym powietrzu, więc uwielbiam deszcz, jako że to dobra wymówka do siedzenia w domu. Kocham także zapach tego opadu atmosferycznego.
E jak Ekologia - Całkowicie stoję po stronie ekologów, którzy mądrze radzą, jak dbać o naszą planetę. Ludzie! Jeżeli dalej będziemy tak zanieczyszczać Ziemię i wykorzystywać jej zasoby naturalne, niedługo stracimy jedyne znane nam miejsce zdatne do życia!

F jak Fantazja - Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam zagłębiać się w swoich wyobrażeniach. Wymyślam opowiadania, różne wersje swej przyszłości, snuję domysły i knowania:)

G jak Grafika komputerowa - To jedno z moich hobby. W przyszłości chciałabym iść na studia związane z grafiką komputerową. Uwielbiam też rysować.

H jak Herbata - Lubię ją bardziej niż wszystkie soczki, cole i spółki razem wzięte.

I jak Ideały - Wyznaję zasadę, że istnieją zjawiska idealne, tylko trzeba umieć je znaleźć.

J jak Języki obce - Wiem, to może wydawać się niewiarygodne, lecz ja kocham uczyć się języków obcych i podobno mam do tego talent. Obecnie uczęszczam na angielski i niemiecki, chciałabym zacząć łacinę oraz fancuski, ale, niestety, brakuje mi czasu.

K jak Książki - Niejednokrotnie wspominałam, iż kocham książki i za moje ulubione dosłownie oddałabym życie. Mam także nadzieję (myślę, że całkiem realną) na karierę pisarki. Dla mnie nie liczy się gatunek czy rodzaj - czytam wszystko, co mi w łapki wpadnie.

L jak Listy - Bardzo lubię dostawać listy (jak również pocztówki) i nawet trochę żałuję, że razem z moją ukochaną ciocią z formy pisanej przeszłyśmy na elektroniczną.

M jak Marzenia - No, te to są nieodłączną częścią mego jakże pełnego upadków i wzlotów życia.

N jak Nakrycia głowy (kapelusze) - Ku swemu rozczarowaniu, posiadam jedynie trzy kapelusze, z czego tylko jeden nadaje się do noszenia na co dzień.

O jak Odpoczynek -  Czego w sobie nienawidzę? Jestem leniwa niczym nie wiem co.

P jak Podróże - W szczególności te dalekie i zagraniczne. Ale Polskę też kocham.

R jak Rupiecie wszelkiej maści - Najchętniej założyłabym prywatne muzeum, w którym gromadziłabym przeróżne bibeloty: figurki, filiżanki i inne ozdóbki.

S jak Słodycze - Staram się je jeść jak najrzadziej, chociaż kocham czuć smak czekolady w ustach. Ale, jak kiedyś rzekła mądrze Amanda Seyfried, "co to za życie bez ciastek i lodów":)

T jak The Sims 3 - Najlepsza gra komputerowa wszech czasów. Kiedyś nawet prowadziłam bloga poświęconego Simsom (kilk).

U jak Ubrania - Ach, moda, moda, moda! Ta pełni ważną rolę w życiu każdej dziewczyny.

W jak Wegetarianizm - W tej kwestii nikt nie może mnie zrozumieć: "Mięso mi smakuje, ale nie lubię go jeść." Czy to naprawdę takie trudne? W smaku nie jest złe, lecz mam wyrzuty sumienia, że dopuściłam się zbrodni przeciwko zwierzętom:(

Z jak Zwierzęta - Związane z powyższym. Kocham zwierzęta chyba nade wszystko i, niczym Nieesia25 jestem "wszechzwierzakolubna":)
Kto przeczytał całość, gratuluję:) 

poniedziałek, 17 września 2012

"Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku..."

Nienawidzę, po prostu nienawidzę sezonu przeziębień, grypy, czy jak kto woli. Weekendy jeszcze jakoś przeżywam, ale chodzenie z katarem, bólem gardła i kaszlem do szkoły lub pracy, kiedy wszyscy od ciebie wymagają, że będziesz pracować, jak gdyby nigdy nic i cały czas dawać z siebie tyle samo energii jest po prostu tragiczne.
Towarzysze w cierpieniu:)

piątek, 14 września 2012

"Nauka - to lubię" - recenzja scjentystycznej książki

Osobiście znam wiele osób, które, kiedy tylko usłyszą słowo "książka naukowa", oświadczają, iż za żadne skarby świata nawet nie wezmą jej do ręki. Ja też początkowo odnosiłam się do niej z dużym dystansem, planowałam pozostawić swój egzemplarz na wieki w domowej bibliotece, gdzie powoli rozkładałby się na  cząsteczki pierwsze, zapomniany przez właścicielkę*. Ale na szczęście... skończyły mi się książki. Wszystko, co miałam przeczytać przez wakacje, przeczytałam. I to szybko. Za szybko. Cóż było robić - ktoś, kto molem książkowym jest od bardzo wczesnego dzieciństwa, długo bez czytania nie wytrzyma. Z niechęcią sięgnęłam na półkę, wyciągając spomiędzy najróżniejszych czytadeł dzieło Tomasza Rożka, otworzyłam i... wciągnęło mnie. Aż nadto.
Doktor fizyki, a zarazem dziennikarz naukowy, niejaki pan Rożek, za pomocą swojej książki (a także telewizji i gazety) popularyzuje zagadnienia związane z fizyką, astronomią, chemią, biologią... Gdybym się uparła, mogłabym wymienić jeszcze wiele innych dziedzin. Przybliża temat poprzez pryzmat ciekawostek, dialogów dzieci z Profesorem i doświadczeń. Prezentuje rzeczy, które niby są zwyczajne, które wszyscy znamy, a jednak nie wiemy dokładnie, czemu one służą, jak powstają. No bo czemu ogórek jest zielony, a pomidor czerwony? Dlaczego płacz dzieci z różnych zakątków Ziemi brzmi inaczej? Jak samolot może latać, skoro jest taki ciężki? Mgła to woda - ale w jakim stanie? Ciekłym, stałym czy gazowym? Dzieciom aż się kręci w głowie od tych wszystkich pytań. Nieustannie bombardują starszych pytaniami o to i owo. A "tego i owego" dorośli czasem nie wiedzą. "Nauka - to lubię" jest idealną lekturą i dla tych małych, i dla tych dużych.
Książka ta została napisana w bardzo interesujący sposób: nawet dzieci mogą zrozumieć pozornie trudne i nudne kwestie, przypominając sobie sytuacje z życia codziennego. Nie jest ona podręcznikiem, w którym wszystko omówiono bezbarwnie, po prostu czarno na białym. Autor szuka odpowiedzi na różne pytania wraz z czytelnikiem, wyjaśnia wszystko krok po kroku, ubarwiając tekst kolorowymi zdjęciami lub zabawnymi rysunkami, dopowiadającymi to, czego nie zdołała przekazać opowieść.
Tutaj przydałoby się jakieś zakończenie, podsumowanie. Napiszę po prostu:
Warto. Naprawdę warto.
*Nie zakupiłam książki sama - otrzymałam ją jako nagrodę.

niedziela, 9 września 2012

W łódzkiej Manufakturze...

I znów zakupy! (Od razu zaznaczam, że nie mieszkam w Łodzi:)).

Van Graaf


Olimpia


Empik - Esprit

Empik - Pepe Jeans
Jak Wam minął weekend?