PustaMiska - akcja charytatywna

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych!

Kochani, życzę Wam wesołych świąt, spędzonych w gronie najbliższych, wielu prezentów pod choinką, smacznych potraw na wigilijnym stole i spełnienia wszystkim marzeń!


sobota, 22 grudnia 2012

"Skyfall"

Kto jeszcze nie widział kolejnych przygód najbardziej znanego agenta Jej Królewskiej Mości - radzę szybko wybrać się do kina, bo niedługo "Skyfall" opuści wielki ekran.
Jak ja oceniam film? Przyznaję, że szczęka mi opadła niejednokrotnie w trakcie seansu. Z zachwytu.

wtorek, 18 grudnia 2012

Cookies!

Kiedy byłam mała, wraz z mamą ustanowiłyśmy własną tradycję - co roku pieczemy razem świąteczne ciastka. Zobaczcie, co z tego wyszło w dobiegającym końca, 2012.

Really, really yummy!
 Przepisu niestety nie mogę zdradzić, bo to rodzinna tajemnica:)

piątek, 14 grudnia 2012

Nowe zdobycze!

Oczywiście post jak zwykle spóźniony, ale myślę, że już się przyzwyczailiście:)

no name

Big Star - jeden z prezentów mikołajkowych

Akcent świąteczny prosto z Kauflandu

Wysłaliście już listy do św. Mikołaja? Mój mi zajął ponad trzy strony.
Jeśli ktoś uważa, że pisanie takiego listu jest beznadziejną dziecinadą, to oczywiście nie będę się na niego pisemnie wydzierać, każdy ma swoje zdanie, ale wiedzcie, że wg mnie to jest świetna zabawa i moja tradycja już od dzieciństwa.

środa, 12 grudnia 2012

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Blogowy projekt denko - Oeparol kontra Tisane, Ziaja i Perfecta

Jeśli ktoś z Was ogląda "youtubowiczki" takie jak Nieesia25, Callmeblondieee, czy jakąkolwiek inną, orientuje się zapewne, o co chodzi z projektem denko. 
Tym, którzy takowej wiedzy nie posiadają, już tłumaczę - w projekcie denko pokazuje się zużyte przez siebie produkty i krótko się je recenzuje. 
Ja, z braku konta na YouTube, a raczej niechęci do jego używania, postanowiłam zrobić projekt denko w wersji pisemnej na blogu. Nie widziałam czegoś takiego na żadnym innym blogu i jeżeli ktoś już to wcześniej wymyślił, na co są duże szanse, niech wie, że nie chciałam kopiować jego pomysłu.

1. Oeparol kontra Tisane

 Pomadka Tisane: słynny balsam do ust, który potrafi zdziałać cuda. Wiele jest na tym świecie produktów, które, popularyzowane gdzie się tylko da, nie robią kompletnie nic. Ale nie Tisane. Ta pomadka idealnie wykonuje swoją pracę - chroni, nawilża, leczy... Suche usta z pozdzieranymi skórkami zamieni w przepiękne, jędrne i gładkie wargi. Mój ulubieniec od kilku lat. Jak go podsumować? Naprawdę dobry, super, cudowny i genialny weteran polskiego rynku kosmetycznego. Godny wszelkiego polecenia. Jego jedyną wadą jest to, że dość szybko mi się kończy, ale może to ja go tak namiętnie używam:) 

Balsam Oeparol: nieco mniej znany kosmetyk, a w sumie trochę szkoda, bo jest równie dobry, no, może tylko trochę wolniej leczy popękane usta. Bije Tisane na głowę pod jednym względem - jest tak wydajny, że pod koniec już miałam go dosyć.

2. Ziaja
Krem do rąk Ziaja: no, tego kolesia to zna zapewne większość z Was. O ile mieszkacie w Polsce tudzież używacie polskich kosmetyków. Ja i moja mama używamy i kupujemy ten krem regularnie, szczególnie w sezonie jesienno-zimowo-wiosennym, razem z tym z koziego mleka, o którym tylko dzisiaj wspomnę, bo wydaje mi się, że oliwkowy jednak lepiej działa, przynajmniej na moje dłonie. 
Więc - produkt jest bardzo dobry, świetnie nawilża, popękane od zimna dłonie stają się gładkie. Cóż się dłużej rozpływać? Po prostu och! i ach!

3. Perfecta
Perfecta No Problem! for girls żel do mycia twarzy (do cery trądzikowej): ponarzekać postanowiłam na końcu posta - wychwaliłam Tisane, Oeparol i Ziaję, a teraz ostro zrugam beznadziejny kosmetyk do pielęgnacji cery tłustej czy też inaczej - ze skłonnością do powstawania pryszczy, wągrów i innych paskudztw, które stanowczo zbyt często goszczą na twarzach nastolatków. Obiło mi się o uszy kilka pozytywnych opinii nt. owego produktu, więc postanowiłam, że kupię i spróbuję, co to za tajemna moc kryje się w takim opakowaniu. Na początku stosowania było ok, wszystko fajnie, zmiany na skórze zaczynały znikać... Ale po kilku dniach... Nie dość, że wysuszył mi skórę, to jeszcze dodatkowo zapchał pory. Nie wiem, jak to jest możliwe, że jednocześnie skóra mi się łuszczyła i była nienaturalnie sucha, a wyprysków przybywało. Jednak fakt pozostanie faktem, a ja dokończę swój wywód. 
Wszystko zmniejszyło się, kiedy skończył mi się ten żel. 
Dlatego ośmielę się stwierdzić, że jest to najgorszy kosmetyk, jakiego do tej pory używałam.

piątek, 30 listopada 2012

Minizakupy:)

Mini-, ale, mam nadzieję, bardzo interesujące zakupy - bluza długości sukienki i pudełko na... martensy. Poprzednie, to oryginalne od Dr. Martensa, uległo zniszczeniu na skutek nieszczęśliwego wypadku:(



wtorek, 27 listopada 2012

Niniejszym ogłaszam, że wujek google (wiem, iż powinnam napisać "z wielkiej litery", lecz taki zabieg ma podkreślić moją niechęć do tej firmy, która zamiast pomagać, utrudnia życie) to beznadziejna korporacja, której celem jest wyłudzenie jak najwięcej pieniędzy od użytkowników. Wszystko byłoby ok, gdyby, zakładając konto na Bloggerze, zakładało się tylko konto na Bloggerze. Jednakże z niewyjaśnionych przyczyn, google, zamiast założyć konto pt. "Luxielle Light" na Bloggerze, tak jak go o to grzecznie prosiłam, oprócz konta na Bloggerze, założył mi konto na dziesięciu innych bezużytecznych serwisach, o czym dowiedziałam się dwa dni temu, kiedy to szanowny system poinformował mnie, że rzekomo przekroczyłam limit na przesyłanie zdjęć, wynoszący 1 GB dożywotnio
Jak tak dalej pójdzie, zakończę korzystanie z usług wszechwiedzącego profesora google'a i postaram się szerzyć propagandę anty-google'ową gdzie tylko będę mogła.
Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia.

piątek, 16 listopada 2012

Zakupy... sprzed dwóch tygodni. Ups!

Teoretycznie miałam Wam pokazać swe najnowsze zdobycze dwa tygodnie temu, ale wyszło, rzecz jasna, jak wyszło i nic na to nie poradzę. Z pretensjami to proszę się kierować do moich nauczycieli. 
Dykon

Charles Vögele

Charles Vögele

C&A

C&A

No name

niedziela, 4 listopada 2012

Dwa z prezentów

Na urodziny dostałam jeszcze kilka prezentów, ale stwierdziłam, że nie będę Wam pokazywać czekolady, której i tak już nie mogę zrobić zdjęcia, bo jej opakowanie zostało wyeksmitowane z szafki do kosza na śmieci, a ona sama znajduje się w moim brzuchu. Rzecz jasna, czekoladę podałam jako przykład. 
Najbardziej powinny Was zainteresować te dwie rzeczy: gitara i... kałasznikow. 



EDIT (5.11.2012r.): Ten kawałek posta chciałam dodać już wczoraj, ale niestety Blogger mi go uciął:(
Kochani, dziękuję za wszystkie życzenia!